Relacja z koncertu Nightwish (i okolic tegoż koncertu) w Krakowie (17.11.2018)

Justyna

2.750

Warto jest spisywać wspomnienia zanim przyblakną w naszej pamięci i już nic poza strzępami rozmów i niejasnymi kształtami nie pozostanie nam po niezwykłych wydarzeniach, które miały miejsce.
Od koncertu Nightwisha, a zarazem niemalże trzydniowego wyjazdu minęło już dobrych kilka dni, a ja wciąż nie mogę powrócić do codziennej rutyny bez wspominania długiej podróży z dalekiej północy na południe, do Krakowa, i z powrotem wraz ze wszystkim, co było pomiędzy ciasnymi pociągami.


When we from my homeland depart
To challenge the gods of emptiness
May the quest begin!


Wyjazd na koncert zespołu, którego słucham nieprzerwanie od niemal dwunastu lat (czyli połowę swojego życia) zawsze jest wielkim wydarzeniem. Wypodróżowałam podekscytowana w piątek (na dzień przed sobotnim koncertem), by spotkać wielu ludzi, których twarze nieodmiennie kojarzą mi się z radością, ekscytacją, koncertową tremą – ludzi, których już po raz kolejny dane mi było widzieć i, bez których, szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie koncertu. Zameldowani razem w jednym hotelu, spotykający innych wędrowców, świętujący razem, razem włóczący się po Krakowie i razem gubiący się w chaotycznym, przedkoncertowym ferworze tylko po to, by spotkać się ponownie przed, w trakcie i po – to my nieogarnięta zbieranina wielbicieli Nightwish z najróżniejszych zakątków kraju, w najróżniejszym wieku, niepodobnych i takich samych, doskonale ze sobą współegzystujących przez te kilka wspaniałych dni.

[Obrazek: wp_20181117_10_56_48_pro_by_missaway_dcsroaj-pre.jpg]

Włóczyliśmy się po Wawelu, razem jedliśmy, jeździliśmy niezliczoną liczbą taksówek, rozdawaliśmy ludziom opaski, promujące koncert i naszą stronę (Nightwish PL)... To ważna część całości – to spotkanie, a raczej ponowne spotkania i wieczne dyskusje, planowania, opowieści, ataki paniki, gadanie głupot... To coś bez czego, jak się zdaje, koncert byłby zwyczajnie nie do pomyślenia!
Koncert jednak był i nadszedł; powoli, niespiesznie nadciągnął, a raczej my nadciągnęliśmy ku niemu; Tauron Arena rozświetlona wielkim napisem Nightwish, ludzie sprzedający i usiłujący kupić bilety, długaśne, niczym nitki makaronu kolejki przed salą i mróz, który chyba nam sam Nightwish przywiózł ze sobą z Finlandii...

[Obrazek: wp_20181117_18_09_40_pro_by_missaway_dcsrob6-pre.jpg]

Posiadanie miejsc na trybunach miało swoje plusy – czas, jaki można było spędzić, łażąc i węsząc dookoła, obserwując najdziwaczniejsze typy, snujące się z wte i wewte, grupki kłębiące się przy stoiskach z gadżetami czy piwem.
Długo zastanawiałam się, czy iść na występ supportu, bo o zespole Beast in Black nie wiedziałam nic, a znając supporty... Cóż, nigdy nie trafiłam na taki, który by mnie zadowolił. Wyobraźcie więc sobie moje bezbrzeżne zdumienie, gdy zespół ów, o typowo metalowej nazwie, zapisanej typowo metalową czcionką, z typowo metalową bestią w logu, okazał się naprawdę spektakularny! Ten bufor, który uważałam początkowo tylko za irytującą przeszkodę, poprzedzającą występ ukochanej kapeli, nie był wcale buforem, ale indywidualnym, profesjonalnie wykonanym występem o wpadających w ucho melodiach, niesamowicie energicznym wokaliście, który posiadał chyba nadludzkie zdolności interakcji z tłumem oraz werwę, iskrę, która, być może, uczyni ten zespół prawdziwie słynnym i to całkiem szybko.
Już po kilku utworach tłum zaczął skandować nazwę zespołu, a to naprawdę niespotykane, by tłum, który przybył na inny zespół tak ochoczo witał support! Wydaje mi się, że Beast in Black kupiło wszystkich na dobre „akcją z zapalniczkami”, czyli apelem ze strony wokalisty, by wyciągnąć wszystko, co świeci na czas ballady Ghost in the Rain – i wszyscy tak uczynili! Sala utonęła w blasku tysiąca gwiazd, odległych ogników! Widok, wierzcie mi, był nieziemski.

[Obrazek: wp_20181117_20_02_36_pro_by_missaway_dcsrobr-pre.jpg]

Nie jednak samym supportem człowiek żyje, bo oto skończył się występ Beast in Black i na scenę wtoczyła się armia techników, a sceneria ich pracy została oddzielona od widzów czarną płachtą. Oczekiwanie było, jak zawsze, pełne napięcia, ale i ono, jak wszystko na świecie, dobiegło końca. Z głośników popłynęła cicha muzyka, niewątpliwie pochodząca z filmu Imaginaerum, a chwilę potem rozbrzmiał przekaz, zawierający komiczną i nieco złośliwą prośbę o schowanie telefonów, o nienagrywanie koncertu, który to apel... oczywiście, wszyscy zaczęli masowo nagrywać! O ironio!
Następnie, na wielkim ekranie pojawiła się wizualizacja... odliczania. Miała ona wpływ niezwykły – była stokroć bardziej ekscytująca niż czekanie na odgrzanie jedzenia w mikrofalówce – zaręczam! Widzowie wpatrywali się w zamknięte wieko, które za moment miało się uchylić... Tykanie zegara... Oklaski tłumu...

Następnie na scenie zmaterializował się Troy, by otworzyć koncert przepięknym intro, którym było instrumentalne Swanheart. Szczerze powiem, że ten wstęp niesamowicie mnie urzekł, przypomniał o starym, dobrym koncercie From Wishes to Eternity i o latach, które spędziłam, słuchając Nightwish... Naprawdę: od życzeń do (miejmy nadzieję) wieczności!
Rzewny nastrój jednak prysł, gdy tylko z ciemności wypłynęły tak dobrze znane sylwetki – Tuomasa, Floor, Marco, Emppu i Kaia, a zaraz potem z głośników poleciało tak dobrze znane Dark Chest of Wonders, przypominając mi całą energią inny nagrany koncert zespołu – End of an Era. Wybuchy ognia ogrzały nawet trybuny, wprawiając mnie w niemy zachwyt... Mały szok, właściwie. Pomyślałam sobie wtedy, czy aby płomienie nie osmaliły nosów pierwszym rzędom?! Wtedy na scenę wpadła Floor – majestatyczna, ale i dziwnie ciepła, bliska, a wokalnie, moim zdaniem, zachwycająca! Pierwsza piosenka rozgrzała mnie tak, że z lekkiego dygotu po staniu na zimnie nie zostało mi nic! Dark Chest of Wonders płynnie przeszło w Wish I Had an Angel – stare, kiczowate, żywe i och-jak-bardzo-znajome (Tylko, co, u licha, ten Tuomas wyczynia strasznego z klawiszową solówką! Ojej, Tuomasie przestań!).
Kolejno zaś zagrali 10th Man Down i to było dla mnie miłe zaskoczenie – Floor niesamowicie brzmiała w tym utworze! Nie przesłuchiwałam wcześniej nagrań z koncertów, na których śpiewała ten kochany staroć i naprawdę spodobało mi się jej wykonanie! Operowe elementy wyszły jej szczególnie ponętnie, a zwrotki miały ciężar pasujący do wymowy utworu. Tak samo zresztą świetnie wyszło niemalże aktorsko wykonane, dramatyczne The Devil & the Deep Dark Ocean! Brak growlu Tapio znanego z oryginału na rzecz wokaliz Marco – to dało jak najbardziej pozytywny efekt!
Nic jednak tak nie wpłynęło na mnie jak Dead Boy's Poem. To moja ulubiona piosenka zespołu i nigdy nie słyszałam jej na żywo (na żywo żywo – znaczy nie na DVD), więc czekałam na nią jak na zbawienie i, istotnie, była ona zbawieniem! Nie brzmiała, co prawda tak, jak ją zapamiętałam. Cóż, zmiana wokalistki robi swoje, tym niemniej nie utraciła ona swego uroku. Prawdopodobnie byłam zahipnotyzowana przez sześć minut, słuchając jej. Towarzyszącego mi wówczas uczucia nie oddadzą jednak słowa.

[Obrazek: wp_20181117_22_06_42_pro_by_missaway_dcsroc7-pre.jpg]

Cudownie było usłyszeć kawałki takie jak The Carpenter, niezwykłe były partie Troya w Come Cover Me (Zupełnie jak w oryginale! Ach, przed laty puszczane były chyba z playbacku, a teraz... Cudowne było je naprawdę usłyszeć!). Podobało mi się niezwykle także I Want My Tears Back – taniec Floor, interakcje Floor i Marco (na to powinnam chyba osobny artykuł poświęcić, no i na interakcje w ogóle – z Emppu, z publicznością – kto nie widział i nie słyszał niech żałuje!), żywe podskoki publiczności... Widzieć tysiące ludzi podskakujących sobie radośnie – to jest coś!
The Carpenter ucieszył mnie wielce – odkopać tak odległą przeszłość, a nawet naprawić ją nieco (Troy był w stanie zaśpiewać to godnie... O ile to całe mamrotanie w zwrotkach w ogóle da się zaśpiewać godnie!) i sprawić, że wesoło nuciłam sobie: The Carpenteeer! Carved his anchor
on the dyyying souls of mankind!
Nie zapomnę też nigdy Ghost Love Score, gdy tłumy zasypane zostały lawiną czerwonego konfetti (Och, pomyślałam, jak na End of an Era!).

[Obrazek: img_20181117_225606_by_missaway_dcsrodi-pre.jpg]

Nie wiem, czy te słowa oddają rzeczywistość, czy oddają sprawiedliwość koncertowi, czy obejmują wszystkie małe i wielkie emocje, smaczki... Pewnie nie. Czy jednak ktoś chciałby czytać opis każdej piosenki? Może nie. Zapisuję więc wszystko, nim mi umknie, nim zblaknie, nim odejdzie w ciszę, z której powstało.
Marco, poprzedzający Devil & the Deep Dark Ocean pytaniem o to, czy lubimy romanse (parafrazując: „Jak podejrzewałem, głównie panie. Faceci uważają, że przyznanie się do tego nie byłoby cool.”) i opisujący historię zawartą w piosence w komiczny sposób, nie mówiąc o jego genialnym, polemicznym sposobie śpiewania w samym utworze; Tuomas, podczas pożegnania z publiką, wyciągający dłoń po kartkę od fana (Tuomas zaszalał z tym wychylaniem się ze sceny... Dobrze, że z niej nie sfrunął!); Floor i Emppu, podskakujący w tym samym momencie w jakimś zatraconym już w mojej pamięci momencie Last Ride of the Day i wiecznie ogrzewające mnie wybuchy ognia oraz przyprawiające o zawał eksplozje fajerwerków!
Dla mnie niewątpliwie ten koncert był najlepszym na jakim byłam w ogóle. Nightwish przyjechał w doskonałej formie, oferując fanom pełne przedstawienie, baśń o zespole, który zaczął od szukania elfów w lasach, a skończył, opiewając piękno nauki i ewolucji.
Do trzeciej w nocy siedziałam jeszcze po występie z przyjaciółmi w hotelu, sącząc w skromnej kuchni (Saloniku? Przedpokoju? Jak zwał tak zwał!) ciepłe napoje i dyskutując, wymieniając się wrażeniami, historiami, ciesząc się wzajemnym towarzystwem – towarzystwem ludzi kompletnie różnych, a jednak połączonych nierozerwalnie wspólną pasją, wielką historią snutą od lat przez Nightwish... Jak głoszą słowa piosenki:

I am the story that will read you real
Every memory that you hold dear

Takim właśnie rodzajem opowieści jest Nightwish. Oby ich historia trwała nieskończenie!

[Obrazek: wp_20181117_18_09_29_pro_by_missaway_dcsrpkh-pre.jpg]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2018, 15:31 przez Taiteilija.)

2.230

Justynko, dziękuje za kolorowy, żywiołowy i ekscytujący opis. Jest w nim pierwiastek , który odtwarza emocje i potęguje tęsknotę za tamtym weekendem/koncertem. Popieram, dla mnie to również najlepszy koncert na jakim byłam ale strasznie....krótki!
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2018, 19:31 przez beatag60.)
Anna

1.382

Tai, pięknie ubrałaś to wszystko w słowa! Bardzo podoba mi się Twoja relacja. We mnie wzbudziła wielką tęsknotę za tym, co wydarzyło się tydzień temu. Jednocześnie czuję wielką radość ze spotkania ze wszystkimi oraz satysfakcję z tego, że udało się ogarnąć wszystko przed, podczas i po wydarzeniu. Tak, jak sobie zaplanowaliśmy! I faktycznie, potwierdzam, że ogień dawał spore ciepełko pod sceną! To było coś wspaniałego po tylu godzinach stania na zimnie pod Tauronem! Nawet i to nas nie złamało, warto było się poświęcić  :blush:
We are here to care for the garden
The wonder of birth
Of every form most beautiful...

13

Gratuluję świetnej relacji! Moje serce estetki mówi mi, że ukrywa się tu ogromny talent literacki... sama bym lepiej nie ubrała tego w słowa. Może i ja skrobnę jakąś relację, ale to jak się ogarnę z lekcjami (przeziębienie w liceum to niefajna rzecz, tonę w zaległościach...). Jeszcze raz, gratulacje :D
Evi

1.951

  • Evi

    Offline DE Staff
  • Anonymous
Tai, świetnie napisane! Gdy tylko rozbrzmiało Dead Boy's Poem popatrzyłam na przeciwległe trybuny i pomyślałam "gdzieś tam siedzi Justyna, a oni grają teraz specjalnie dla niej" :D z tym kawałkiem mi się kojarzysz :D
"Ja, gdy czegoś pragnę, nie marzę, lecz działam. I zawsze zdobywam to, czego pragnę." / Yennefer
Justyna

2.750

(24.11.2018, 17:43)beatag60 napisał(a): Justynko, dziękuje za kolorowy, żywiołowy i ekscytujący opis. Jest w nim pierwiastek , który odtwarza emocje i potęguje tęsknotę za tamtym weekendem/koncertem. Popieram, dla mnie to również najlepszy koncert na jakim byłam ale strasznie....krótki!

To ja dziękuję, Beatko, i cieszę się, że chociaż namiastkach spędzonych wspólnie chwil i koncertu została w nim zawarta. Te koncerty zawsze są krótkie! Najkrótsze dwie godziny, jakie tylko istnieją! 


(24.11.2018, 19:47)anulka79 napisał(a): Tai, pięknie ubrałaś to wszystko w słowa! Bardzo podoba mi się Twoja relacja. We mnie wzbudziła wielką tęsknotę za tym, co wydarzyło się tydzień temu. Jednocześnie czuję wielką radość ze spotkania ze wszystkimi oraz satysfakcję z tego, że udało się ogarnąć wszystko przed, podczas i po wydarzeniu. Tak, jak sobie zaplanowaliśmy! I faktycznie, potwierdzam, że ogień dawał spore ciepełko pod sceną! To było coś wspaniałego po tylu godzinach stania na zimnie pod Tauronem! Nawet i to nas nie złamało, warto było się poświęcić  :blush:
Dziękuję, Aniu! We mnie tęsknotę wzbudzają co kilka dni na nowo sesje przeglądania zdjęć z wyjazdu. Jakie to były wspaniałe dni! Gdyby jeszcze wszystko działo się ciut wolniej, żebyśmy mieli czasu na oddech! Cieszę się niezmiernie, że Ciebie i Agnieszki te płomienie nie przysmażyły! Wyglądały naprawdę spektakularnie... i złowrogo! :D
Następnym razem też kupuję Golden Circle i stoję! Muszę sobie te płomienie obejrzeć z bliska... No i zespół oczywiście też! 



(25.11.2018, 13:07)Dream Chaser napisał(a): Gratuluję świetnej relacji! Moje serce estetki mówi mi, że ukrywa się tu ogromny talent literacki... sama bym lepiej nie ubrała tego w słowa. Może i ja skrobnę jakąś relację, ale to jak się ogarnę z lekcjami (przeziębienie w liceum to niefajna rzecz, tonę w zaległościach...). Jeszcze raz, gratulacje :D

Dziękuję Ci bardzo! :) To naprawdę pokrzepiający komplement! Zwłaszcza, że, istotnie, zdarza mi się literacko pisać różne takie od czasu do czasu. Choć uważam, że ta relacja nawet w drobnym stopniu nie jest dobrym, pełnym opisem zdarzeń - po prostu brak mi słów, a raczej mam ich w sobie za dużo, więc stąd relacja chaotyczna, patetyczna i z błędami. Jest jednak szczera. Zachęcam Cię serdecznie do pisania relacji - to jest taki mały, dzielony z innymi ludźmi skrawek twoich własnych, cennych doświadczeń. Każdy, kto go przeczyta zobaczy świat przez chwilę z twojej perspektywy; pozna nową (bo był na opisywanym koncercie) lub na kilka minut przeniesie się innego miejsca, innego czasu (bo na koncercie nie był). :) 


(26.11.2018, 07:16)Evi napisał(a): Tai, świetnie napisane! Gdy tylko rozbrzmiało Dead Boy's Poem popatrzyłam na przeciwległe trybuny i pomyślałam "gdzieś tam siedzi Justyna, a oni grają teraz specjalnie dla niej" :D z tym kawałkiem mi się kojarzysz :D
Ojej, dziękuję, Evi! To jest niewątpliwie jeden z najbardziej wzruszających zestawów słów skierowanych do mnie, jaki miałam przyjemność przeczytać. Naprawdę. Ta piosenka bardzo wiele dla mnie znaczy, a to, że ktoś, słysząc ją myśli o mnie... I to jeszcze wtedy, na tym koncercie... Po prostu "zrobiłaś mi dzień" tymi słowami. Masz u mnie piwo, herbatę, ciastko czy cokolwiek tam sobie wybierzesz (nie zapomnij mi o tym przypomnieć przy okazji następnego spotkania!). :D
Adam

11

Relacja genialna!
Świetnie się to czyta i wspomina zarazem.
Koncert jak dla mnie EPICKI, ale tak jak się już przewinęło, zdecydowanie za krótki/za szybko mijał czas.

Ciasteczka do schrupania! Oj jak ja bym chciał takie... Jedno chociaż...Nightwishowe... Mniammm...

Pozdrawiam, zazdroszczę talentu "pisarskiego" i być może do zobaczenia na kolejnym Nightwishowym lub innym evencie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2018, 08:46 przez blusur.)
"Nigdy nie dyskutuj z idiotą – najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem."

"Jeśli nie masz nic do powiedzenia - nie ubieraj tego w słowa."

Aby móc dodawać komentarze na Nightwish PL, musisz posiadać konto.

Załóż konto...

...aby stać się częścią społeczności Nightwish PL. :)

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się poniżej.

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

1 gości