Przystanek Woodstock 2017

Dominika

158

23. Przystanek Woodstock. Okiem Hewi Metal Fanki. I woodstockowej debiutantki.
Festiwal, na którym miało mnie nie być. Z powodu czego oczywiście bardzo ubolewałam. Tym bardziej kiedy w miarę zbliżania się terminu tego wydarzenia cała moja tablica na Facebooku zaczęła sukcesywnie zapełniać się postami znajomych, różnych fanpage'ów, wydarzeń itd. Najbardziej zależało mi by zobaczyć koncert Nocnego Kochanka, który wygrał eliminacje w warszawskiej Progresji, czego następstwem był występ na Dużej Scenie w sobotę 5 sierpnia. Choć i tak systematycznie widzę chłopaków z NK w moich okolicach, bardzo chciałam móc zobaczyć ich również w Kostrzynie i jednocześnie jeszcze bardziej żałowałam, że mnie tam nie będzie.
Termin już tuż tuż, czwartek 3 sierpnia nadchodzi wielkimi krokami, kolejni znajomi wrzucają zdjęcia z pola woodstockowego, fani Nocnego Kochanka gromadzą się w stworzonej przez siebie wiosce Przystanek Kochanek. Pojawia się również informacja ze strony NK iż właśnie w czwartek odwiedzą fanów na polu namiotowym. Dołek coraz większy.
Nastawiałam się już psychicznie na zagrzanie sobie miejsca przy komputerze w sobotę od 15:00 - z YouTube, kręcioła.TV i transmisją koncertu z Dużej Sceny oraz paczką chusteczek kiedy nagle... w środę 2 sierpnia dowiedziałam się, że mam realną szansę by spełnić jedno za swoich marzeń i pojechać pierwszy raz na Przystanek Woodstock!

Pierwszy raz na Woodstocku. Spontan, panika, szaleństwo, nieopisana radość.
W środę zadzwonił do mnie z pracy tata pytając, kiedy Nocny Kochanek gra koncert na Woodstocku. Byłam nieco zdziwiona tym pytaniem, zdołowana, że co to ma do rzeczy jak i tak nie pojadę. Moje zdziwienie było jeszcze większe kiedy na moje rzucone od niechcenia "W sobotę" tata odpowiedział "A chciałabyś jechać? Kolega ma jedno wolne miejsce w samochodzie, jedzie w piątek i mógłby cię zabrać. Zastanów się i daj mi znać, porozmawiamy jak wrócę". Zaniemówiłam. Oczywiście ani chwili się nie zastanawiałam, bo odpowiedź była jasna. Nara, już mnie nie ma, do widzenia! Zaraz potem pojawiła się panika, bo do tego, do czego ludzie przygotowują się już kilka miesięcy wcześniej, ja miałam zaledwie jeden dzień. Jeden szalony dzień na rozeznanie się po znajomych/forach woodstockowiczów jak się spakować, co zabrać, na co zwrócić uwagę, jak zachowywać się na miejscu oraz jeżdżenie po sklepach w poszukiwaniu brakujących, niezbędnych rzeczy z namiotem na czele. I pakowanie się do późna co chwilę upewniając się, czy aby na pewno mam wszystko i niczego mi nie zabraknie.

Kostrzyn nad Odrą. Mamo, jest mi tu dobrze!
Wyjazd z Katowic - piątek, 4:30. Po blisko 11h drogi naszym oczom ukazał się drogowskaz z napisem Kostrzyn nad Odrą. Moja ekscytacja wskoczyła już wówczas na najwyższy z możliwych poziomów. Jednak na postawienie nogi na woodstockowym polu musiałam jeszcze trochę poczekać, bowiem jakieś 7km przed osiągnięciem celu, zatrzymał nas spory korek. Jeszcze tylko godzina, jakoś przetrzymam ją. I jestem na miejscu. Pierwszy raz w Kostrzynie, pierwszy raz rozkładam namiot, pierwszy raz stoję na polu woodstockowym, pierwszy raz wśród tylu ludzi. Pierwsza reakcja? Przerażenie tym tłumem. Przerażenie, które natychmiast zmieniło się w zachwyt.

Klimat tego festiwalu jest nieziemski. Woodstock to w końcu nie tylko muzyka. To przede wszystkim ludzie. Mnóstwo barwnych, wyluzowanych ludzi posiadających w sobie pokłady pozytywnej energii, noszących wiele uśmiechu i wzajemnego szacunku, będących ponad wszelkimi podziałami. Ludzi, których łączy po prostu chęć dobrej, wspólnej zabawy, otwartych na siebie nawzajem. Bez względu na wiek, wygląd, poglądy, orientację. Tu każdy jest w 100% sobą, nie jest wytykany palcami, nikt nie jest lepszy czy gorszy. Pomożemy sobie, ja cię nie znam, ale podam rękę tobie! 
Organizacyjnie również wszystko wypadło na mega wysokim poziomie. Pokojowy Patrol, Niebieski Patrol, Medyczny Patrol - wszyscy spisali się na medal. Miałam obawy przed wyjazdem, tym bardziej, że w końcu jechałam pierwszy raz, ale czułam się tam naprawdę bezpiecznie.
 Cała ta magiczna atmosfera sprawia, że można się tam poczuć jak w innym świecie. Świecie, po wyjściu z którego jeszcze nie mogę się otrząsnąć, którego psychicznie jeszcze nie opuściłam, a już chcę do niego wrócić. Nie byłam tu długo, bo w piątek późnym popołudniem przyjechałam, a w niedzielę z rana zaczęłam się pakować by w południe móc wyjechać (chyba musiałabym się co najmniej rozdwoić by spotkać się ze wszystkimi znajomymi, zamienić z każdym słowo i być na większej ilości koncertów, doświadczyć innych atrakcji  :D), ale to wystarczyło żeby dostrzec niepowtarzalny klimat tego niesamowitego festiwalu.

Coraz szybciej wiruje świat!...
Czyli w pogoni za Nocnym Kochankiem
Cel na sobotę? 15:00, Duża Scena, piąte już w tym roku spotkanie z Dżentelmenami Metalu (lub Zdrajcami Metalu, jak kto woli). A jeszcze wcześniej odwiedzenie wioski Przystanek Kochanek, zlokalizowanej na Polu Malinowskiego, nieopodal Pokojowej Wioski Kryszny, gdzie nocowali Hewi Metal Fany - fanklub Nocnego Kochanka. To właśnie stąd z transparentami ruszyliśmy wspólnie w kierunku Dużej Sceny, śpiewając kochankowe piosenki. Wszystko to robiło ogromne wrażenie i przyciągało wzrok setek mijających nas ludzi. Niektórzy wręcz zaczęli się do nas dołączać i wspierać wokalnie. Dotarliśmy w okolice sceny, teraz tylko pozostało czekać na otwarcie bramek. Trzy, dwa, jeden... Iiiii ruszyli! Szybciej już nie da się! Na zapełnienie się całego terenu przed sceną wystarczyła minuta, dosłownie.
Wybija godzina zero, koncert rozpoczyna się. Godzina zdrady metalu. Na twarzach Kochanków nie da się nie zauważyć wzruszenia. Cały koncert, od początku do końca, został odśpiewany przez publikę. Piosenka po piosence, słowo w słowo. Wszyscy wspólnie m.in. próbowali rozwiązać zagadkę jak Andżej ma na imię, posilili się daniem z baraniny wraz z dziewczyną z kebabem, przeżywali miłosne rozterki zaplątanego, otrzymali wskazówki jak być dżentelmenem metalu i czego nie robić by nie zostać uznanym za zdrajcę czy też dowiedzieli się jak wygląda nauka w Zasadniczej Szkole Zawodowej Karate. W trakcie koncertu, po urwanym "Dziabniętym", wjechał na scenę na rowerze Zenek z Kabanosa w stroju Deadpoola, ze wstawką z utworu "Diabła z piekła". Na koniec wyszedł Jurek Owsiak i zachrypniętym głosem prosił jeszcze o bis, razem z publiką odśpiewując refren "Poniedziałku". Ostatecznie z "Wielkim wojownikiem" zespół wywojował wspaniały finał swojego woodstockowego występu.
Zespół po raz kolejny udowodnił, że można osiągnąć sukces robiąc coś z jajem, mając do siebie dystans i po prostu dobrze się bawiąc. Pomimo tego, że chłopaki już na początku roku skradli moje serce, tego dnia zdecydowanie zakochankowałam się w nich na nowo. Po powrocie do domu obejrzałam zapis z transmisji na żywo i powiem, że aż się sama wzruszyłam widząc co tam się odnocnokochaniło. Magia!

A Wy? Byliście na tegorocznym Woodstocku? Jak Wy go widzieliście? Dorzućcie szybciutko swoje wrażenia, zaraz będzie ciemno! ;)
⇒ Polub mnie na Facebook'u!
A nightingale in a golden cage that's me locked inside reality's maze...
[Obrazek: musicbar.php?username=Darling55&color=red&unicode=yes]

2.188

Świetnie nakreślony klimat wyprawy i wydarzenia, dziękuje za relacje:)

Aby móc dodawać komentarze na Nightwish PL, musisz posiadać konto.

Załóż konto...

...aby stać się częścią społeczności Nightwish PL. :)

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się poniżej.

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

1 gości