Nightwish w Krakowie, Tauron Arena, 17.11.2018 r.

Agnieszka

350

O tym, że mój ukochany Nightwish przyjedzie do nas w ramach europejskiej części trasy Decades, dowiedziałam się w dniu swoich urodzin (nie bez przyczyny wrzucam moją relację właśnie dzisiaj). Był koniec listopada ubiegłego roku.  Na oficjalnej stronie zespołu pojawiło się info, które zelektryzowało fanów w całej Polsce. Oto po ponad 10 latach Finowie zapowiedzieli swój drugi halowy koncert w naszym kraju. Wpadłam w euforię. Wiedziałam, że muszę na nim być. Miesiąc później bilety elektroniczne na Golden Circle leżały już na półce, grzecznie czekając na swój czas.
Mijały dni, tygodnie, miesiące... Śledziłam na bieżąco informacje z Nightwishowego obozu i zastanawiałam się, jakie utwory z wczesnego okresu działalności zespołu będzie mi dane usłyszeć w Krakowie. Byłam niezmiernie ciekawa nowych aranżacji  starych kawałków, szczególnie tych od bardzo dawna nie granych na żywo.
Czas pozostały do koncertu mijał szybko. Ani się obejrzałam, gdy nadeszła połowa listopada. W przeddzień show z radością i dreszczem emocji zapakowałam bilety i wyruszyliśmy wraz z mężem do Krakowa naszym vehicle of spirit. Piątkowy wieczór spędziliśmy w gronie przyjaciół, ciesząc się wspólnym towarzystwem i dzieląc pozytywne emocje odczuwane w związku z przyjazdem naszych fińskich ulubieńców.
Gdy 11 miesięcy przed koncertem kupowałam bilety na strefę GC, marzyłam, aby móc przeżyć to wyjątkowe muzyczne widowisko stojąc tuż pod sceną, podobnie jak na Czad Festiwalu 2 lata wcześniej. Z Nightwishem już tak mam. Przyciąga mnie. Wabi. Kusi. Rzuca urok, któremu nie potrafię się oprzeć. Nie było więc innej opcji – musiały być barierki.  Postanowiłyśmy wraz z @anulka79 spróbować zdobyć tę upragnioną miejscówkę i odpowiednio wcześnie udałyśmy się pod Tauron Arenę. Było zimno, ale dzięki wspólnym rozmowom i kocykom termicznym udało nam się przetrwać ciężkie cztery godziny oczekiwania na wejście do obiektu, a potem już puściłyśmy się pędem do złotej strefy, szukając dziury w szeregu szczęśliwców, którym już udało się zająć miejsca w pierwszym rzędzie. Znalazłyśmy ją po lewej stronie. Nasza determinacja została nagrodzona. Barierki były nasze!
Tauron Arena powoli się wypełniała. Przy scenie krzątali się technicy, ochroniarze, a także znane twarze z bliskiego otoczenia zespołu. Fotograf Timo Isoaho, manager Ewo Pohjola, a nawet Kai Hahto we własnej osobie. Wow! Stanie blisko sceny ma swoje zalety.
Support Beast In Black był mi znany wcześniej. Kojarzyłam poszczególne utwory i wiedziałam, że ich występ będzie głośny, energetyczny, z heavymetalowym pazurem. Włożyłam więc stopery, by nie narazić uszu na zbyt dużą dawkę decybeli i przeszywający wręcz wokal, zdolny chyba tłuc szklanki. Bestia w czerni zdecydowanie porwała polską publiczność chwytliwymi melodiami i efektownym synchronicznym headbangingiem, który udzielił się fanom w pierwszym rzędzie. Fruwały włosy, ale ku mojemu zdziwieniu nikt nie przelatywał nad naszymi głowami – a po ostatnich koncertowych doświadczeniach tego właśnie się spodziewałam. Grecki wokalista formacji to prawdziwe zwierzę sceniczne –  drapieżne, rozkrzyczane i kipiące energią, którą doskonale potrafi przekazać fanom. Nie tylko po mistrzowsku wrzeszczał do mikrofonu, ale i przepięknie zaśpiewał emocjonalną balladę, podczas której arena rozbłysła tysiącami światełek wydobytych z telefonów komórkowych („Ghost In The Rain”). Widok z trybun musiał być nieziemski.
Gdy wśród okrzyków rozentuzjazmowanej publiczności skandującej „Beast in Black! Beast in Black!” panowie zakończyli swój występ i zeszli ze sceny, poczułam coś, czego nie potrafię opisać słowami... Takie drżenie w środku, które bardzo mocno utwierdziło mnie w przekonaniu, że marzenia są po to, by je spełniać i o nie walczyć. Oto stałam przy barierkach, na koncercie ukochanego zespołu w swoim kraju, wśród szesnastotysięcznego tłumu, wspierana przez fantastyczną koleżankę. Czegóż mogłam chcieć więcej??
Gdy na wizualizacji w tle sceny pojawił się zegar odliczający sekundy do rozpoczęcia show, napięcie osiągnęło punkt kulminacyjny. Najpiękniejszy spektakl na Ziemi rozpoczął się łagodnie, od instrumentalnego wykonania ballady „Swanheart” przez Troya.
The journey down the memory lane has begun.
Magia subtelnych dźwięków płynących do ucha wprawiła mnie w iście błogi nastrój, z którego zostałam wyrwana przez wzniecone nagle płomienie, zapowiadające kawałek „Dark Chest Of Wonders”. Buchnęło gorącem po twarzy (nosów na szczęście nie osmaliło! ;), na scenę wbiegli pozostali członkowie zespołu i show wystartowało z pełną mocą. Od tej pory zaczęłam z zapałem zdzierać gardło, starając się jak najpełniej przeżyć ten niezwykły spektakl, w którym dane mi było uczestniczyć. Wizualizacje do poszczególnych utworów robiły niesamowite wrażenie. Chwilami czułam się jak na przedstawieniu w teatrze, chwilami jak na szalonym, pędzącym z zawrotną prędkością rollercoasterze. Omal z niego nie wypadłam, gdy usłyszałam pierwsze dźwięki tak bardzo wyczekiwanego „Slaying The Dreamer”. Floor nie tylko fantastycznie wyciągnęła końcówkę, ale i growlowała wspólnie z Marco i zaprezentowała efektowny headbanging. Pamiętam, że powiedziałam wtedy do stojącej obok Ani: „Miazga!”. Niemal równie mocne wrażenie wywarł na mnie „Devil And The Deep Dark Ocean”. Kolejny utwór, który zespół przeniósł w inny wymiar, zachowując klimat oryginału. Żywy wokal Marco, przeszywające okrzyki Floor plus fascynująca gra świateł i płomieni – efekt był wręcz piorunujący. „Dead Boy’s Poem” również mnie oczarował. Piękne jest to, że Floor, śpiewając dany utwór, przekazuje zawarte w nim emocje na swój sposób. A ten utwór jest wyjątkowo emocjonalny. Wykonanie na żywo było znakomite, szczere i trafiło prosto do serca. ♥
Niezmiernie się cieszę, że Finowie zaserwowali nam w Krakowie również takie smakowite kąski jak „Kinslayer”, „10th Man Down”, „Gethsemane” i „The Carpenter”. Odświeżone aranżacje zdecydowanie tchnęły w zakurzone dotąd utwory nowe życie i pokazały zespół jako zgrany team, który po 20 latach nadal potrafi wydobyć z nich tę jedyną w swoim rodzaju magię. Właściwie jedynym utworem, który w przearanżowanej wersji nie przypadł mi do gustu, był „Sacrament Of Wilderness”. Tu zdecydowanie preferuję oryginalne wykonanie.
Świetnie bawiłam się w rytm skocznych melodii „I Want My Tears Back” i „Last Ride Of The Day”. Zmęczenie nóg i ból pleców spowodowany długim staniem zupełnie przestał być odczuwalny. Poczułam taki dopływ mocy, że skakałam radośnie wraz z tłumem. Dopiero na filmikach widać, że skakała cała arena – ach, jak to musiało wyglądać z trybun! Sama Floor zresztą tak skomentowała krakowski koncert na swoim Instagramie:  „Yesterday was our biggest indoor show thus far in front of nearly 16000 Polish fans in Krakow. Inside a flying saucer ? Such an incredible ride! Such an energy! It would have lifted off back into space if we played longer”. Istotnie – chwilami mogłam sobie wyobrazić, jak nagromadzona w arenie pozytywna energia wyrywa obiekt z fundamentów i unosi go w górę, ku przestworzom. Pofantazjować zawsze można! Faktem jest, że koncert rzeczywiście był niezwykle dynamiczny, bogaty w efekty specjalne, perfekcyjnie zagrany  – słynne już ‘przybijanie rogów’ przez Floor i Emppu w końcówce GLS, czy też popijanie wina przez Tuomasa i Floor tuż pod naszym nosem, w czasie gdy Marco przemawiał do publiczności, jeszcze dodały mu smaczku.
Come, taste the wine...
Finał, podczas którego zespół wykonał nieśmiertelne „Ghost Love Score”, wywołał kolejne ciary i wycisnął z oczu łzy. Być tam pod sceną, śpiewać na całe gardło swój ukochany kawałek i patrzeć, jak publiczność zalewa wielka fala czerwonego konfetti – wierzcie mi, to było przeżycie nie do opisania.
Nie potrafię ubrać w słowa wszystkich emocji, które towarzyszyły mi tamtego wieczoru. Bawiłam się wyśmienicie i uważam ten koncert za najlepszy, na jakim byłam w życiu. Dziękuję grupie forumowych przyjaciół, z którymi miałam okazję się spotkać, za cudownie spędzony czas. Za wspólne przeżywanie przed- i pokoncertowych emocji, rozmowy do późna w nocy, wsparcie i mnóstwo pozytywnych doświadczeń. Dla Was raz jeszcze moje babeczki – i serduszko, które nie dojechało, bo zostało skonsumowane przed wyjazdem ;)
[Obrazek: 65wDLkT.jpg]
Do następnego razu – oby szybko!

Na deser porcja fotek. Enjoy! ♥
[Obrazek: XjQzcxb.jpg]
[Obrazek: NA9bBGY.jpg]
[Obrazek: mp9Bkut.jpg]
[Obrazek: 7Qv0MrY.jpg]
[Obrazek: qhlHvPo.jpg]
[Obrazek: i0Rbyvx.jpg]
[Obrazek: PSUFPdK.jpg]
[Obrazek: pINuhUu.jpg]
[Obrazek: qKUpyLW.jpg]
[Obrazek: 4MdxdBl.jpg]
[Obrazek: WOvinVa.jpg]
[Obrazek: eet4mdZ.jpg]
[Obrazek: 2edt892.gif]



2.229

Co najmocniej pulsuje z Waszych/naszych relacji? Miłość do twórczości NW! Fascynacje, podziwy, zachwyty, wzruszenia to składowe tej miłości. W przeciwieństwie do większości z Was, spotkanie z zespołem ( w jakiejkolwiek formie by nie było) dawkuje sobie ze spokojem i dystansem. Jest to mój sprawdzony sposób na skumulowanie wszystkich uczuć i przeżycie wydarzenia przytomnie i świadomie. Inaczej poległabym w wirze histerycznego szaleństwa, które czasem towarzyszy mi po dłuższej tęsknocie za ulubionymi dźwiękami:)
Anna

1.379

Aga, cudowna relacja :D! Pięknie opisałaś wszystkie wydarzenia tego dnia! Tyle emocji, przeżyć, uniesień! Dzięki, że mogłam dzielić z Tobą te chwile pod sceną! Jak my wytrzymamy do następnego koncertu ;) ? Jak myślisz, nigdy więcej barierek  :P??
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2018, 18:51 przez anulka79.)
We are here to care for the garden
The wonder of birth
Of every form most beautiful...
Agnieszka

350

@beatag60
Myślę, że te euforyczne reakcje są w pełni uzasadnione. 10 długich lat czekaliśmy na powrót Nightwish na koncert halowy. Po tak długiej przerwie nasze apetyty były ogromne, a zespół w pełni je zaspokoił, serwując nam perfekcyjne show na najwyższym poziomie. Ja za nic nie potrafiłabym przeżyć tego wieczoru na spokojnie, siedząc gdzieś na trybunach i oglądając koncert z daleka. Czułam silną potrzebę bycia blisko zespołu, wśród tego rozentuzjazmowanego tłumu wykrzykującego swoje zachwyty w kierunku sceny. Przy barierkach mogłam dać upust pozytywnym emocjom, które się we mnie nagromadziły, jednocześnie dzieląc je z tymi, którzy byli blisko mnie. To było fantastyczne uczucie i tego własnie było mi trzeba! :D

@anulka79
Aniu, kiitos! Znów emocje wzięły górę, ale jak tu pisać o tym koncercie spokojnie i rzeczowo? Ja nie potrafię, tyle się działo! Cieszę się, że mogłyśmy dzielić razem te wyjątkowe chwile przed i w trakcie koncertu i że dzięki determinacji zrealizowałyśmy plan! Co do naszego postanowienia -  cóż, ja już wiem, że w nim nie wytrwam!  :P
[Obrazek: 2edt892.gif]



Adam

10

Relacja świetna, cudna wręcz... Jak wszystkie wasze!
Zazdroszczę bycia blisko sceny i obcowania z tak bliska z naszymi ukochanymi, płomieniami etc...
Ale z jednym zgodzić się nie mogę:
(29.11.2018, 22:46)Ada28 napisał(a): Ja za nic nie potrafiłabym przeżyć tego wieczoru na spokojnie, siedząc gdzieś na trybunach i oglądając koncert z daleka.
Daleko było, tutaj się zgodzę.
Ale spokojnie? To na pewno NIE!!! Przynajmniej nie na A05. Cały sektor o mało nie spadł na dół, tudzież pofrunął do góry!!!
To, że ktoś wybrał sektor siedzący nie oznacza, że przyszedł z popcornem i colą jak do kina ;) Było żywiołowo!!!]
Mało kto siedział, a część ludzi w ogóle opuściła wyznaczone miejsca i bawiła się w przejściach/wejściach.

Oczywiście mega wam zazdroszczę bycia pod sceną, bo mnie tak nosiło, że mało krzesełka nie wyrwałem, ale miejsca siedzące mają swoje plusy:
- Nie trzeba stać pół dnia na mrozie (oczywiście w odpowiednim towarzystwie, staje się to wyborną przygodą)
- Nigdzie nam się nie spieszy
- Po wejściu można pozwiedzać Taurona.
- Po zajęciu miejsca w każdej chwili można -> siku, kupę, piffffko, papierosek, żarcie i inne i wraca się na to samo miejsce :D
- Widok na was wszystkich - EPICKI!!
- NIE MUSIMY NA NICH SIEDZIEĆ !!!!!!

I dla tych kilku w.w. powodów + Żona + 16-toletnia córka wybraliśmy miejsca siedzące.

Na trybunach nie było emerytów!!!
Nikt nikogo pasami nie przypiął!!!
Posadzki pękały!!!

Peace & love.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2018, 09:50 przez blusur.)
"Nigdy nie dyskutuj z idiotą – najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem."

"Jeśli nie masz nic do powiedzenia - nie ubieraj tego w słowa."
Agnieszka

350

@blusur
Miło słyszeć, że na trybunach też było szaleństwo! Wcale nie twierdzę, że fani, którzy kupili miejsca siedzące, grzecznie na nich siedzieli przez cały koncert. Rozumiem, o czym mówisz, bo sama na koncercie Rammstein 2 lata temu świetnie bawiłam się właśnie w przejściu między rzędami krzesełek. Musiałam tylko mocno uważać, żeby skacząc nie spaść ze schodków ;)
Cieszę się, że na krakowskim koncercie NW trybuny były pełne, a fani reagowali tak żywiołowo.
Z naszej perspektywy nie dało się dostrzec szczegółów, ale czuliśmy wasze wsparcie i waszą energię :)  Naprawdę zazdroszczę tego widoku na całą arenę, rozświetloną latarkami i podrygującą w rytm skocznych melodii.  
Mam nadzieję, że kiedyś też wezmę moje dzieci na koncert NW. Jeszcze trochę muszą dorosnąć ;)
Póki co byłam z mężem, który podobnie jak ja stał w strefie GC, ale gdzieś dalej. Oboje fantastycznie się bawiliśmy, i o to właśnie chodziło. Pozdrawiam :)
WE WERE HERE!
[Obrazek: 2edt892.gif]



Patryk

366

Ada, za nieziemsko pięknie napisane relację, admini powinni podnieść Ci status na VIP-a :)Dziewczyny (Ania, Ada, Tai) piszecie jak doborowe mistrzynie pióra! Relację z koncertu były dla mnie miłym pocieszeniem, albowiem sam na koncercie niestety nie mogłem być. Jeśli chce się leczyć zwierzątka, to tak bywa. Dzięki za substytut niesamowitych emocji w odbyciu podróży koncertowej w imaginacji  :)
Agnieszka

350

@LuciferMorningStar
Bardzo dziękuję za te miłe słowa :) Hehe, na status VIP-a chyba jeszcze muszę sobie nieco zapracować ;) Cieszę się, że moja relacja przypadła Ci do gustu i pozwoliła w pewnym stopniu przeżyć koncert, na którym fizycznie nie mogłeś być. Mam nadzieję, że zespół szybko do nas wróci i da nam kolejną okazję do spotkania i dzielenia się wyjątkowymi emocjami, jakie budzi w nas wszystkich jego twórczość. Trzymam kciuki, żebyś przy następnej okazji mógł się pojawić na koncercie i życzę wytrwałości w pracy, którą wykonujesz. Pozdrawiam :)
[Obrazek: 2edt892.gif]



Aby móc dodawać komentarze na Nightwish PL, musisz posiadać konto.

Załóż konto...

...aby stać się częścią społeczności Nightwish PL. :)

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się poniżej.

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

1 gości